GRÓB. MÓJ GŁAZ. WIELKA SOBOTA.

grób

Miałem wtedy niecałe 16 lat. To był fajny czas. Jeden telefon i cały mój świat się zawalił.

MÓJ GRÓB

Kilka dni później, poznałem swój grób. Nie wierząc własnym oczom, z przerażeniem spoglądałem jak piękną, drewnianą trumnę pochłania czarna jama. Stałem nad grobem swojego Taty. Jeszcze kilka dni wcześniej przybijaliśmy sobie “piątkę”. Nie wierząc własnym oczom, patrzyłem jak wielki głaz coraz bardziej przysłania mi wyjście z tej czarnej nicości. Ze świata bez sensu, w którym na bardzo długo pogrążyłem bez reszty całe swoje serce i swojego ducha. Tam na cmentarzu, zdążyłem jeszcze wziąć do ręki wielką, zmrożoną grudę brunatnej ziemi i rzucić w dół. W otchłań. Huknęło potężnie. Ostatnia salwa. Dla Ojca od Syna. Słyszę ją do dziś.

MÓJ GŁAZ

Gdzie to wyjście?? “Już po mnie” – ogarnia mnie fala przerażenia. Próbuję wypchnąć ten głaz. W ciemności, w desperacji szukam po omacku tej wielkiej skały, która uniemożliwia mi ucieczkę. Czy brakuje mi krzepy? A może to ściana? Czy ktoś mnie w ogóle słyszy? Rezygnuję. Nie mam już sił. Walka nie przynosi efektów. Przestaje mieć sens. Umieram za życia. Sam ze sobą.

STREFA „BEZ SENSU”

Każdy z nas ma swój grób i przez pewien czas szuka jakiegoś wyjścia. Czy masz tak, że próbujesz od środka, ze wszystkich sił, ale nic to nie daje? Mijają kolejne dni, miesiące, lata i nic się nie zmienia? Może jest wręcz tylko coraz gorzej. Nikomu już nie ufasz. Czujesz ból i rozgoryczenie. Dzień i noc. Wszystko Ci już jedno. Serce z kamienia, wewnątrz złość i głośny krzyk, który słyszysz tylko Ty. Ten dźwięk samotności zrywa Cię wcześniej niż poranny budzik. Do jasnej cholery, kiedy to się skończy?? Nie chcę już tak dłużej.. Błąkać się w oczekiwaniu na lepsze jutro. Tak bez sensu.

PODAJ MI RĘKĘ – PROSZĘ.

Różnie to bywa. Może czasem dopiero wisząc na końcówkach dwóch palców, w ostatnim momencie zauważasz z boku jakiś inny punkt zaczepienia? Oczyma wyobraźni już widzisz jak spadasz w tę czarną otchłań, ale niespodziewanie ktoś chwyta Cię za rękę i daje Ci drugą szansę? Słyszysz: “Zaufaj mi. Dawaj łapę – wyjdziemy z tego. Razem!” Otwierasz się na drugiego człowieka i nie wstydzisz się przyjąć pomocy. Odzyskujesz nadzieję. Czasem po prostu prosisz. W Twoich oczach widać niepewność i lęk, bo nie wiesz co Cię spotka jak odkryjesz wszystkie karty. Może nie masz już za wiele do stracenia? Życie zdarło z Ciebie wszystkie szaty, które kiedyś dawały Ci prawdziwy komfort i bezpieczeństwo?

WYJŚCIE

Od tamtego czasu minęło już wiele, wiele lat. Już kilka razy ktoś “dał mi łapę”. Kilka razy “zdarłem szaty”. Wcale nie było łatwo tak po prostu zaufać. Bo niby dlaczego, ktoś miałby coś dla mnie zrobić bezinteresownie? Żyłem w przekonaniu, że tak wiele osób wietrzy jakiś biznes w tym co robi, że właściwie co ich będzie obchodzić los drugiego człowieka, który biznesu im “nie nakręci”? Życie pokazało, że przypadek przypadkowi nie równy. Odzyskanie wiary w człowieka wiąże się ze zrozumieniem tego najważniejszego przykazania, które przez długi czas pozostawało u mnie w sferze głębokiej abstrakcji. Przykazania o miłości wzajemnej. Czystej, bezinteresownej, szczerej i uwalniającej.

Chwilę mnie nie było, ale jedno wiem. Sam tego głazu nie odsunąłem. A Ty? Czy też masz swój grób? Swój głaz?

GRÓB. MÓJ GŁAZ. WIELKA SOBOTA.

TWÓJ NOWY ROK. TWOJA NIEPODLEGŁOŚĆ.

nowy rok

Nowy Rok. Miało być tak jak zawsze, bo nie zawsze chciałem, żeby było inaczej. Pierwszy post też miał być inny. Będzie inaczej.

NOWY ROK. BIEG PO NIEPODLEGŁOŚĆ?

Z oddali widzieliśmy jak tłum biegaczy w biało czerwonych barwach, niczym husaria polska ruszał do walki o dominację na pierwszych metrach wąskiej alejki przy krakowskich Błonia. Gdyby Robert Kubica biegał maratony to miałby nie lada problem wywalczyć pool position w pierwszym rzędzie zawodników, którzy odpowiednio wcześniej przybyli na Krakowski Bieg Niepodległości.

ZA PÓŹNO?

Spóźniliśmy się na start i swój bieg rozpoczęliśmy na samym końcu ponad dwu i półtysięcznego, ściśniętego jak sardynki tłumu biegaczy. Zakląłem tylko cicho pod nosem. W żółwim tempie, po kilku minutach przekroczyliśmy wreszcie linię startu. Tak rozpoczął się chyba największy slalom w jakim kiedykolwiek brałem udział. Może oprócz tego, na którym swoje tyczki stawia każdy kolejny dzień.

Czas płynie, a Ty idziesz truchtem? Czekasz, aż zrobi się luźniej? Uwięziłeś się? Możesz inaczej, ale nie chcesz? Nie zależy Ci? A może po prostu miałeś cholernego pecha? Czy to wogóle jest Twój bieg? Różnie to bywa. Odpuszczasz?

SLALOM GIGANT

Rozglądam się na lewo i prawo. Z boku robi się trochę miejsca i jednym susem wyprzedzam kolejne kilka osób. W gotowości i w skupieniu upatruję swojej szansy. Szukam swojego miejsca. Ktoś spycha mnie na bok. Ławka! W pełnym biegu wskakuję na nią i w ostatniej chwili, mocno odbijając się od stalowej belki, ląduję bezpiecznie kilka metrów dalej. Udało się! Jestem cały. Mam dziką satysfakcję. Biegnę dalej! Wodzę wzrokiem po tłumie ludzi szukając Michała z którym wspólnie rozpoczęliśmy ten szalony bieg. Jest! W ekwilibrystycznych ruchach kręci to na lewo, to na prawo! Byle do przodu! Byle wydostać się z tłumu! Po kilku kilometrach zaczynamy mocno przyspieszać. Po solidnej lekcji pokory wrzucamy piąty bieg i doganiamy kolejnych biegaczy. Tempo jest mocne. Jesteśmy przygotowani. W końcu walczymy o niepodległość!

PEŁNA MOC

Pilot potrzebuje pełną moc silników do tego, by oderwać samolot od ziemi. Ludzie potrzebują Pełnej Mocy Życia, aby w pełni z niego skorzystać, czuć Satysfakcję, Radość, Szczęście” – Jacek Walkiewicz

Biznes. Relacje z ludźmi. Duchowość. Wiedza i doświadczenie. Zdrowie. Rodzina. Niespełnione marzenia? Strach przed klęską. Dużo tego. To nie lada wyzwanie, aby taki duży i ciężki samolot wzbił się w przestworza. Może i rozpędza się długo i wolno, ale czy ten pas startowy, który dostałeś od życia jest rzeczywiście za krótki? Czy w tym biegu rzeczywiście nie masz szans?

ODLOT

Na ostatnim kilometrze przesuwasz dźwignię mocy do końca. To finalny test silnika. To już inna rzeczywistość. W pocie czoła konstruowałeś i testowałeś go przez lata by mógł unieść Cię w powietrze. W końcu widzisz, że to wszystko ma sens.

Po morderczym sprincie na finiszu, przekraczamy metę Krakowskiego Biegu Niepodległości. Jesteśmy w pierwszej trzysetce zawodników wyprzedzając ponad dwa i pół tysiąca osób. Duży i ciężki samolot długo wzbijał się w powietrze. Nigdy nie jest za późno, by zawalczyć o swoją niepodległość na własnym pasie startowym. Rok 2016. Dla mnie to był totalny odlot.

Życzę Ci tego, aby taki właśnie był Twój rok. Wystartuj w tym Gigancie. W tym Biegu Niepodległości przesuwasz drążek mocy do końca. Jesteś już w powietrzu?

Szczęśliwego Nowego Roku! Świat czeka na Ciebie 🙂

TWÓJ NOWY ROK. TWOJA NIEPODLEGŁOŚĆ.