Wygrywać całym zespołem to wielkie wyzwanie

Wygrywać nie jest łatwo. Przegrywać też. Czasami może zabraknąć tak niewiele. Tego ułamka sekundy, który sprawi, że na mecie możesz przegrać. Jak wygrywać?

RYWALIZACJA MSR

Kilka dni temu zakończyła się wielka rywalizacja facetów z MSR-u czyli Męskiej Strony Rzeczywistości. Rywalizacja 9 zespołów, które od października 2016 przez 8 kolejnych miesięcy ostro trenowały podejmując wyzwania fizyczne, które rejestrowane były w aplikacji Endomondo. Meta: 31 maja 2017r. Cele? Popracować nad krzepą i wygrać międzygrupową rywalizację w ilości kalorii spalonych średnio na osobę w danym zespole. Miało nam to również pomóc w przygotowaniach do Poligonu Duchowości czyli wyrypy rodem z programu SELEKCJA, na którą zapraszane są osoby pozytywnie zweryfikowane po całorocznej pracy w Kodeksie Honorowym MSR.

PRZYGOTOWANIA

W październiku 2016 w 9-osobowym składzie wzięliśmy się do roboty. Nie jesteśmy zawodowymi sportowcami, więc każdy z nas swoje treningi musiał wpleść w bieżące życie prywatne i zawodowe. Łatwo wcale nie było, bo spać też czasem trzeba. Takie wyzwania zawsze jednak bardzo mobilizują do znalezienia bardziej optymalnego rozwiązania. Bo jeśli nie mam czasu iść na siłownię to może chociaż do pracy pojadę na rowerze zamiast tramwajem? Może w pobliżu jest jakiś park i uda mi się w tygodniu wyskoczyć pobiegać i zrobić trochę pompek? A może na randkę zamiast do kina czy restauracji warto się czasem wybrać wspólnie na squasha? Z tym jednak trzeba być ostrożnym, ale warto próbować różnych pomysłów i sprawdzać co działa, a co nie 🙂

KALORIE LECĄ

Słupki spalonych kalorii zaczęły rosnąć. Nasz team rozpoczął bardzo mocno i po dwóch pierwszych miesiącach rywalizacji zajmowaliśmy najbardziej prestiżowe miejsce na podium. Nie trwało to jednak długo. Nie minęły dwa kolejne tygodnie, a żółtą koszulkę lidera przejął inny zespół. Nowi liderzy poprzeczkę zawiesili bardzo wysoko i przez kolejne 5 miesięcy żadna z pozostałych 8 grup nie była w stanie wyrwać się z peletonu i nawiązać z nimi równorzędną walkę. Nadchodził ostatni miesiąc rywalizacji i miejsca na podium wydawały się już obsadzone. To właśnie tego ostatniego miesiąca rywalizacji wydarzyło się coś co zapamiętam na długo. Warto o tym napisać, bo cała ta historia zawiera dość uniwersalną prawdę. Kiedy coś idzie nie tak i w porę nie zorientujesz się, że daleko Ci do realizacji swojego planu (jeśli w ogóle go masz) to w pewnym momencie zrobi się naprawdę bardzo gorąco. Jeśli jesteś w dobrej formie to być może uratuje Cię karkołomny sprint na ostatniej prostej, po którym tak czy inaczej pewnie padniesz bez tchu. A zatem – co się wydarzyło?

IMPULS NA MILION

Początek maja. Szybka analiza Endomondo i równie szybka refleksja – jeśli nie podkręcimy tempa to już po nas. Nie obronimy drugiego miejsca, nie mówiąc już nawet o najwyższym stopniu na podium. Przez 7 miesięcy zrobiliśmy w dziewięciu chłopa już prawie 700 tysięcy kilokalorii. I co dalej? Przecież się nie poddamy! Może spróbujmy milion? Wtedy nawet jeśli nie wygramy to będzie powód do dumy. Ale milion?! Brakuje nam przecież jeszcze 300 tysięcy kcal. Zostało niecałe 30 dni. Skoro średnio w ciągu miesiąca robiliśmy wcześniej po 100 tysięcy kcal to jak teraz zrobić 3 razy więcej?

SIŁA

Kiedy myślę o facetach z MSR-u to wiem, że nie są to goście, którzy łatwo odpuszczają. Jeżeli coś jest warte tego by dać z siebie 150% w imię wspólnych ideałów to po prostu to robimy. Praca zespołowa to dla nas podstawa. Kształtujemy się poprzez podejmowanie wyzwań w ramach Kodeksu Honorowego w którym jedną z pierwszych wartości jest SIŁA. Jeżeli na gruncie relacji, które między sobą budujemy, wzajemnej motywacji, wspólnych wartości i ideałów w które wierzymy pojawia się jakiś cel, który jest realny i warty tego, aby go zrealizować to działamy. W czymkolwiek. Nie tylko w sporcie. W maju postanowiliśmy zrobić wszystko, żeby dobić do miliona kilokalorii. Nieważne, że trzeba wstać o 4:00 rano, żeby zrobić przed pracą 100 km na rowerze. Że trzeba wprowadzić żelazną dyscyplinę, żeby nie zaniedbać innych aspektów życia wtedy, gdy prowadzimy intensywny tryb treningowy.

JEDZIEMY Z KOKSEM

Kiedy pod koniec maja sprawdziliśmy statystyki w Endomondo okazało się, że zrobiliśmy już ponad 200 tysięcy kcal. Wszyscy w mniejszym bądź większym stopniu zmobilizowaliśmy się do ostrego sprintu na ostatniej prostej przed metą. Niestety byliśmy trochę zawiedzeni, bo było już pewne to, że nie uda nam się dobić do miliona kalorii i zrealizować planu. Trochę zabraknie. Do końca rywalizacji pozostały tylko dwa dni. I wtedy zdaliśmy sobie sprawę z dwóch faktów: zrobiliśmy taki progres, że nasze drugie miejsce nie było już zagrożone, a co więcej – zobaczyliśmy w oddali żółte koszulki liderów, którzy przestali wydawać się niedoścignieni!

META

Jeśli w pewnym momencie zdajesz sobie sprawę z tego, że perspektywa wygranej jest realna oraz masz wokół siebie ludzi, którzy chcą podążać w tę samą stronę, uczestniczysz w czymś ważnym i wiesz ile już z siebie daliście, to jesteś w stanie zrobić naprawdę więcej niż Ci się wydaje, żeby z całym swoim Teamem dojechać do mety i stanąć na najwyższym stopniu na podium! Tak się właśnie stało w naszym przypadku. Ostatnie dwa dni to walka do ostatnich chwil. Ostatnie treningi skończyliśmy 31 maja przed północą. Nawet Endomondo już “zbzikowało” i na początku nie policzyło nam kalorii! Poczuliśmy wtedy gorycz porażki, bo zabrakło tak niewiele. Nazajutrz rano przyszła informacja, że Endomondo zweryfikowało statystyki i okazało się, że to jednak nasz zespół wygrał tę 9-miesięczną rywalizację z przewagą (sic!) 180 kcal/os (103026 kcal/os do 102846 kcal/os), czyli “ułamkiem sekundy”.

JAKI Z TEGO MORAŁ?

Chylę czoła dla kolegów z pozostałych drużyn, a w szczególności dla tych, którzy przegrali z nami zaledwie o ten “ułamek sekundy”. Ich przykład pokazuje, że sukcesy buduje się poprzez dyscyplinę i regularną, ciężką i mądrą pracę. Oczywiście finisz jest szalenie ważny, bo historia pokazuje, że mając wygraną już prawie w garści można dać sobie wydrzeć zwycięstwo, jeśli chociaż na chwilę odpuści się na samym końcu.

Takie sukcesy bardzo wzmacniają i budują zespół. Pokazują jak wygrywać. Przypadek naszego Teamu dobitnie pokazuje także jak ważne jest stawianie sobie celów, plan działania, dyscyplina, wzajemne relacje, przyjaźń i wiara w to, że wspólnie jesteśmy w stanie dokonywać naprawdę wielkich rzeczy. I jak to w życiu bywa, czasami o wygranej decyduje tak niewiele, ale wiele trzeba dać z siebie, żeby wydrzeć nawet tak niewiele.

 

Wygrywać całym zespołem to wielkie wyzwanie

GRÓB. MÓJ GŁAZ. WIELKA SOBOTA.

grób

Miałem wtedy niecałe 16 lat. To był fajny czas. Jeden telefon i cały mój świat się zawalił.

MÓJ GRÓB

Kilka dni później, poznałem swój grób. Nie wierząc własnym oczom, z przerażeniem spoglądałem jak piękną, drewnianą trumnę pochłania czarna jama. Stałem nad grobem swojego Taty. Jeszcze kilka dni wcześniej przybijaliśmy sobie “piątkę”. Nie wierząc własnym oczom, patrzyłem jak wielki głaz coraz bardziej przysłania mi wyjście z tej czarnej nicości. Ze świata bez sensu, w którym na bardzo długo pogrążyłem bez reszty całe swoje serce i swojego ducha. Tam na cmentarzu, zdążyłem jeszcze wziąć do ręki wielką, zmrożoną grudę brunatnej ziemi i rzucić w dół. W otchłań. Huknęło potężnie. Ostatnia salwa. Dla Ojca od Syna. Słyszę ją do dziś.

MÓJ GŁAZ

Gdzie to wyjście?? “Już po mnie” – ogarnia mnie fala przerażenia. Próbuję wypchnąć ten głaz. W ciemności, w desperacji szukam po omacku tej wielkiej skały, która uniemożliwia mi ucieczkę. Czy brakuje mi krzepy? A może to ściana? Czy ktoś mnie w ogóle słyszy? Rezygnuję. Nie mam już sił. Walka nie przynosi efektów. Przestaje mieć sens. Umieram za życia. Sam ze sobą.

STREFA „BEZ SENSU”

Każdy z nas ma swój grób i przez pewien czas szuka jakiegoś wyjścia. Czy masz tak, że próbujesz od środka, ze wszystkich sił, ale nic to nie daje? Mijają kolejne dni, miesiące, lata i nic się nie zmienia? Może jest wręcz tylko coraz gorzej. Nikomu już nie ufasz. Czujesz ból i rozgoryczenie. Dzień i noc. Wszystko Ci już jedno. Serce z kamienia, wewnątrz złość i głośny krzyk, który słyszysz tylko Ty. Ten dźwięk samotności zrywa Cię wcześniej niż poranny budzik. Do jasnej cholery, kiedy to się skończy?? Nie chcę już tak dłużej.. Błąkać się w oczekiwaniu na lepsze jutro. Tak bez sensu.

PODAJ MI RĘKĘ – PROSZĘ.

Różnie to bywa. Może czasem dopiero wisząc na końcówkach dwóch palców, w ostatnim momencie zauważasz z boku jakiś inny punkt zaczepienia? Oczyma wyobraźni już widzisz jak spadasz w tę czarną otchłań, ale niespodziewanie ktoś chwyta Cię za rękę i daje Ci drugą szansę? Słyszysz: “Zaufaj mi. Dawaj łapę – wyjdziemy z tego. Razem!” Otwierasz się na drugiego człowieka i nie wstydzisz się przyjąć pomocy. Odzyskujesz nadzieję. Czasem po prostu prosisz. W Twoich oczach widać niepewność i lęk, bo nie wiesz co Cię spotka jak odkryjesz wszystkie karty. Może nie masz już za wiele do stracenia? Życie zdarło z Ciebie wszystkie szaty, które kiedyś dawały Ci prawdziwy komfort i bezpieczeństwo?

WYJŚCIE

Od tamtego czasu minęło już wiele, wiele lat. Już kilka razy ktoś “dał mi łapę”. Kilka razy “zdarłem szaty”. Wcale nie było łatwo tak po prostu zaufać. Bo niby dlaczego, ktoś miałby coś dla mnie zrobić bezinteresownie? Żyłem w przekonaniu, że tak wiele osób wietrzy jakiś biznes w tym co robi, że właściwie co ich będzie obchodzić los drugiego człowieka, który biznesu im “nie nakręci”? Życie pokazało, że przypadek przypadkowi nie równy. Odzyskanie wiary w człowieka wiąże się ze zrozumieniem tego najważniejszego przykazania, które przez długi czas pozostawało u mnie w sferze głębokiej abstrakcji. Przykazania o miłości wzajemnej. Czystej, bezinteresownej, szczerej i uwalniającej.

Chwilę mnie nie było, ale jedno wiem. Sam tego głazu nie odsunąłem. A Ty? Czy też masz swój grób? Swój głaz?

GRÓB. MÓJ GŁAZ. WIELKA SOBOTA.

TWÓJ NOWY ROK. TWOJA NIEPODLEGŁOŚĆ.

nowy rok

Nowy Rok. Miało być tak jak zawsze, bo nie zawsze chciałem, żeby było inaczej. Pierwszy post też miał być inny. Będzie inaczej.

NOWY ROK. BIEG PO NIEPODLEGŁOŚĆ?

Z oddali widzieliśmy jak tłum biegaczy w biało czerwonych barwach, niczym husaria polska ruszał do walki o dominację na pierwszych metrach wąskiej alejki przy krakowskich Błonia. Gdyby Robert Kubica biegał maratony to miałby nie lada problem wywalczyć pool position w pierwszym rzędzie zawodników, którzy odpowiednio wcześniej przybyli na Krakowski Bieg Niepodległości.

ZA PÓŹNO?

Spóźniliśmy się na start i swój bieg rozpoczęliśmy na samym końcu ponad dwu i półtysięcznego, ściśniętego jak sardynki tłumu biegaczy. Zakląłem tylko cicho pod nosem. W żółwim tempie, po kilku minutach przekroczyliśmy wreszcie linię startu. Tak rozpoczął się chyba największy slalom w jakim kiedykolwiek brałem udział. Może oprócz tego, na którym swoje tyczki stawia każdy kolejny dzień.

Czas płynie, a Ty idziesz truchtem? Czekasz, aż zrobi się luźniej? Uwięziłeś się? Możesz inaczej, ale nie chcesz? Nie zależy Ci? A może po prostu miałeś cholernego pecha? Czy to wogóle jest Twój bieg? Różnie to bywa. Odpuszczasz?

SLALOM GIGANT

Rozglądam się na lewo i prawo. Z boku robi się trochę miejsca i jednym susem wyprzedzam kolejne kilka osób. W gotowości i w skupieniu upatruję swojej szansy. Szukam swojego miejsca. Ktoś spycha mnie na bok. Ławka! W pełnym biegu wskakuję na nią i w ostatniej chwili, mocno odbijając się od stalowej belki, ląduję bezpiecznie kilka metrów dalej. Udało się! Jestem cały. Mam dziką satysfakcję. Biegnę dalej! Wodzę wzrokiem po tłumie ludzi szukając Michała z którym wspólnie rozpoczęliśmy ten szalony bieg. Jest! W ekwilibrystycznych ruchach kręci to na lewo, to na prawo! Byle do przodu! Byle wydostać się z tłumu! Po kilku kilometrach zaczynamy mocno przyspieszać. Po solidnej lekcji pokory wrzucamy piąty bieg i doganiamy kolejnych biegaczy. Tempo jest mocne. Jesteśmy przygotowani. W końcu walczymy o niepodległość!

PEŁNA MOC

Pilot potrzebuje pełną moc silników do tego, by oderwać samolot od ziemi. Ludzie potrzebują Pełnej Mocy Życia, aby w pełni z niego skorzystać, czuć Satysfakcję, Radość, Szczęście” – Jacek Walkiewicz

Biznes. Relacje z ludźmi. Duchowość. Wiedza i doświadczenie. Zdrowie. Rodzina. Niespełnione marzenia? Strach przed klęską. Dużo tego. To nie lada wyzwanie, aby taki duży i ciężki samolot wzbił się w przestworza. Może i rozpędza się długo i wolno, ale czy ten pas startowy, który dostałeś od życia jest rzeczywiście za krótki? Czy w tym biegu rzeczywiście nie masz szans?

ODLOT

Na ostatnim kilometrze przesuwasz dźwignię mocy do końca. To finalny test silnika. To już inna rzeczywistość. W pocie czoła konstruowałeś i testowałeś go przez lata by mógł unieść Cię w powietrze. W końcu widzisz, że to wszystko ma sens.

Po morderczym sprincie na finiszu, przekraczamy metę Krakowskiego Biegu Niepodległości. Jesteśmy w pierwszej trzysetce zawodników wyprzedzając ponad dwa i pół tysiąca osób. Duży i ciężki samolot długo wzbijał się w powietrze. Nigdy nie jest za późno, by zawalczyć o swoją niepodległość na własnym pasie startowym. Rok 2016. Dla mnie to był totalny odlot.

Życzę Ci tego, aby taki właśnie był Twój rok. Wystartuj w tym Gigancie. W tym Biegu Niepodległości przesuwasz drążek mocy do końca. Jesteś już w powietrzu?

Szczęśliwego Nowego Roku! Świat czeka na Ciebie 🙂

TWÓJ NOWY ROK. TWOJA NIEPODLEGŁOŚĆ.